Ambasador Francji dla „Kuriera Szczecińskiego"

Data publikacji: 2015-11-27 15:45
Ostatnia aktualizacja: 2015-11-27 15:45

Rozmowa z Pierre’em Buhler, ambasadorem Francji w Polsce

- Społeczeństwo polskie wykazało dużą empatię i solidarność z Francją po tragedii z 13 listopada...

- Tak, mogę to potwierdzić.

- Zastanawiam się, czy takie gesty, sygnały solidarności były dla Francuzów naprawdę ważne?

- Ogromnie! Pamiętam, jak w sobotę, następnego dnia po zamachach, już od samego rana Polacy przychodzili pod ambasadę, żeby zapalać znicze, składać kwiaty, wieńce, zostawiać listy, kartki a nawet rysunki wykonane przez dzieci...

- Przybyli też politycy, i to ze wszystkich ugrupowań...

- Rzeczywiście. Przyszła pani Ewa Kopacz, ustępująca szefowa rządu, pani premier Beata Szydło. Przybył pan prezydent Andrzej Duda, który wrócił specjalnie z Krakowa, żeby złożyć wizytę w naszej ambasadzie. Wiele budynków zostało oświetlonych w kolorach narodowych Francji, zorganizowano marsze wsparcia. To było podnoszące na duchu, bardzo potrzebne szczególnie w tych pierwszych, dramatycznych chwilach. Korzystam ze wszystkich mediów i każdej okazji, by wyrazić Polakom naszą wdzięczność. Jednomyślna solidarność była teraz silniej odczuwalna niż po zamachu na redakcję Charlie Hebdo. To świadczy o tym, że mamy wspólne wartości...

- Jakie są nastroje we Francji? Dominuje gniew?

- Najpierw była żałoba, potem oczywiście gniew, tak, ale i takie nastroje należy przezwyciężyć. Trzeba zachować zimną krew, nie dać się sprowokować. Najgorszy scenariuszy to ten, gdyby zamachowcom udało się podburzyć nastroje społeczne, wzbudzić nienawiść, żądzę odwetu. To by było ich zwycięstwo. W tym tygodniu prezydent Hollande spotkał się z premierem Cameronem, prezydentem Obamą, kanclerz Merkel. Planowanie jest też spotkanie z prezydentem Putinem. Przygotowano całą serię spotkań dotyczących współdziałania w walce z Daeshem, bo tak brzmi po arabsku nazwa tego samozwańczego Państwa Islamskiego.

- Francja stanie na czele takiej koalicji?

- Na czele? Nie. Tego nie można tak ująć... Ale jesteśmy w stanie wojny. Wojna została nam wypowiedziana przez wroga. I prezydent Hollande nazwał tego wroga – jest nim tzw. Państwo Islamskie, choć to nie państwo, ale organizacja terrorystyczna.

- Dlaczego właśnie Francji wypowiedziano tę wojnę?

- Ponieważ jesteśmy najbardziej aktywni w walce z tą organizacją... Przypomnę, że już od trzech lat jesteśmy w Mali, gdzie pomagamy w walce z Al-Kaidą. Jesteśmy w koalicji, która uderza w Daesh na terenie Iraku. A we wrześniu rozpoczęliśmy wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi działania przeciw Państwu Islamskiemu na terenie Syrii.

- Czyli Francja jest gotowa na walkę.

- Tak, prezydent Hollande powiedział nawet, że będzie to walka bezlitosna. I to nie tylko na płaszczyźnie wojskowej...

- Ideologicznej też?

- Nie, nie, absolutnie nie ideologicznej. Chodzi o płaszczyznę, którą można określić jako wewnętrzną. O pracę służb specjalnych, policji, konieczność obrony zewnętrznych granic Unii Europejskiej. Chodzi między innymi o wprowadzenie systemu wymiany danych PNR (passenger name record) czyli rejestru pasażerów na lotniskach.

- Co pan sądzi o pomyśle ministra Waszczykowskiego, żeby Syryjczycy, przybywający do Europy, stworzyli armię, która miałaby walczyć z Państwem Islamskim?

- Z tego, co wiem ta myśl padła podczas wypowiedzi pana ministra dla mediów i dotychczas nie przekształciła się w konkretny projekt. Gdyby to zostało przedstawione jako rzeczowa propozycja polskiego rządu, to oczywiście, można by o tym dyskutować. Byłoby to rozpatrywane w sposób rzetelny. Żaden pomysł nie jest tabu.

- Wiele osób wyraża teraz opinię, że problem terroryzmu w Europie łączy się ściśle z problemem imigrantów. Jak jest pana opinia na ten temat?

- Owszem łączy się, ale wcale nie tak jak jest to przedstawiane, tu nie ma ścisłego związku i prostego równania: przyjeżdżają Syryjczycy i organizują zamachy w Europie. Zauważmy, że zamachów w Paryżu dokonali obywatele Francji i Belgii... Uchodźcy uciekają od tego samego nieszczęścia, które nas spotyka ze strony Państwa Islamskiego.

- Co w takim razie jest teraz najistotniejsze?

- Najważniejsze jest pokonanie terroryzmu Państwa Islamskiego. Zarówno na terenie Francji, jak i na terenie Europy oraz w Syrii, gdzie mieści się dowództwo tego samozwańczego Państwa. To jest absolutny priorytet. I o tym chcemy teraz rozmawiać z naszymi europejskimi partnerami, z naszymi amerykańskimi przyjaciółmi...

- I z Rosją?

- Z Rosją też. Bo przecież Rosja jest państwem bardzo aktywnym na Bliskim Wschodzie, w Syrii wspiera prezydenta Baszara al-Asada, którego akurat my nie wspieramy, bo uważamy, że jest zbrodniarzem, ma na sumieniu 260 tysięcy istnień ludzkich. Ale Rosjanie także ucierpieli ostatnio w wyniku zamachu przeprowadzonego przez Państwo Islamskie i powinni być zainteresowani zneutralizowaniem tej dżihadystycznej organizacji.

- Czy to, co wydarzyło się w tym tygodniu, we wtorek, mam na myśli zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez armię turecką, może dodatkowo skomplikować tę i tak niełatwą sytuację międzynarodową?

- To typowy przykład incydentu, który może się wydarzyć w przypadku braku koordynacji operacji prowadzonych na wspólnym obszarze. Mamy nadzieję, że ten incydent nie spowoduje eskalacji reakcji i nie będzie przeszkodą w dalszej walce z terroryzmem w tym regionie.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Berenika Lemańczyk

Fot. Robert Stachnik

opublikowano 30/11/2015

Haut de page